
Zaczęło się od tego, że zaczęłam spędzać więcej czasu bliżej ziemi — w ogrodzie, przy prostych rzeczach, które nie wymagają pośpiechu.
Na początku to było po prostu coś, co robiłam, ale z czasem zaczęłam zauważać więcej. Jak wygląda ziemia pod palcami, jak pachnie, jak zmienia się w zależności od dnia i pogody.
To nie jest nic spektakularnego. Raczej bardzo proste rzeczy, a jednak coś się wtedy zmienia. Uwaga przestaje uciekać, nie szuka dalej, tylko zatrzymuje się w tym, co jest.
Może dlatego kiedyś było to bardziej naturalne. Ludzie byli bliżej ziemi, ich dzień miał swój rytm i było w nim mniej pośpiechu. Dziś jesteśmy trochę dalej od tego, ale ciało chyba to pamięta.
Kiedy wracasz do takich prostych czynności, od razu pojawia się więcej spokoju. Czas trochę zwalnia, myśli też. I nagle okazuje się, że nie trzeba robić nic więcej.
Wystarczy zostać chwilę dłużej.
Bo to, co najprostsze, często porządkuje więcej, niż się wydaje. I może właśnie tam, bliżej ziemi, najłatwiej poczuć, że coś wraca na swoje miejsce.
